Wspomnienia sieroty

Zrządzenie losu

f6ccb4441fbff75a23b15d28114e5a72.jpg

- Kathy – pochyliłam się nad nią – Kathy – powtórzyłam. Otworzyła oczy i popatrzyła na mnie.

- Coś się stało? Wyglądasz jakbyś ducha zobaczyła – prawie się nie pomyliła. Podniosła się, a ja wtuliłam się w jej ramiona. – Już  dobrze, to był tylko sen – Objęła mnie mocno i nie wypuszczała. Kiedy w końcu mogłam coś powiedzieć usiadłam obok i opowiedziałam co mi się przyśniło. Powiedziałam, że to był już drugi raz. Pogłaskała mnie po włosach.

- Pewnie za nią tęsknisz, twoja podświadomość pragnie by ona wróciła. To naturalne. Czasem te marzenia ujawniają się w snach i są one tak realistyczne jak twój.

- Tak jak mój- powtórzyłam – mama w nim wyglądała jak anioł. – Kathy się uśmiechnęła, odprowadziła mnie do łóżka i życzyła słodkich snów.

 

Narrator Kathy

Julka obudziła mnie w nocy. Nie wiem co jej miałam powiedzieć. Niby nie jestem przesądna, ale ten jej sen. I to drugi. Trochę się sama przestraszyłam. Mi samej śniła się wiele razy Barbara już po jej śmierci. Często też uspokajałam rodzeństwo z powodu ich spotkań z matką zaraz po jej śmierci, ale nikomu z nas nie przydarzył się taki sen. Rano przygotowując śniadanie zagadnęłam Patkę.

- Wiesz, że mnie dziś w nocy obudziła Julka? Śniła się jej matka, ale nie było to nadzwyczajne. Śniło się jej, że matka ją woła, a gdy ta zrobiła krok w przód… - nie dokończyła.

- Szła do zmarłej? – zdziwiła się Patka.

- Obudziła się i przybiegła cała rozdygotana do mnie. Pocieszyłam ją i położyłam do łóżka, nie daje mi to jednak spokoju. Niby to tylko sen, ale sama wiesz, że czasami się sprawdzają.

- Myślisz, że ją przywołuje?

- Nie wiem, mam nadzieję, że nie, że to tylko nic nie znaczący sen. Tyle, że już drugi w ciągu paru dni.

- Dziwne – zmartwiła się – może zabiorę ją na cmentarz, niech się spotkają, niech się za nią pomodli.

- Może to i dobry pomysł, sama nie wiem.

- O czym tak dyskutujecie? – akurat do prowizorycznej kuchni wszedł Johnny a za nim Barby.

- O niczym szczególnym – zbyła go Kathy. Patka popatrzyła na nich i wzięła Barby za rękę, odsunęły się i Patka jej wszystko powiedziała.

- Czy ty myślisz o tym o czym myślę ja? – zapytała Barby wysłuchawszy rewelacji siostry. – Przecież to niedorzeczne.

- Tak, niedorzeczne, takie duże dziewczyny, a wierzą w magię i sny – Johnny nie mógł nie podsłuchać i teraz naśmiewał się z sióstr.

- Niedorzeczne? To jest jej podświadomość, nie wiadomo czemu akurat taki sen miała, mam nadzieję, że jej nic nie grozi, nie wybaczyłabym sobie – Kathy czuła ciężar jaki na niej spoczywa, biorąc pod opiekę dziecko przyjaciółki.

- Kathleen – odezwał się John – sen to sen, może to i podświadomość. Jej matka nie żyje od kilku lat, a ona pewnie za nią tęskni, może do końca nie pogodziła się z sytuacją i to są te sygnały w jej podświadomości. Pragnie spotkać się z matką i dlatego się jej ona przyśniła. Zaprowadźcie ją na cmentarz, powspominajcie, a jej to minie. – John jak zwykle rozważny i racjonalny. Nie wierzył w sny, magię, wróżki, przepowiadanie przyszłości. Dziewczynom nie przyszło to łatwo i nadal przeżywały sen Julki.

- Pamiętam – zaczęła opowiadać Barby – jak tuż przed śmiercią mamy, przyśniła mi się ona taka radosna, pełna życia, zdrowa, śniło mi się, że chodziła po parku sama, ale promieniała szczęściem. Dziwne się wydało dla mnie, że nie było z nią dzieci, lecz pobiegłam wtedy do jej łóżka i wszystko jej opowiedziałam. Mama wtedy ledwo mogła poruszyć głowę, oczy miała zamknięte i zobaczyłam łzy. Skarciłam siebie, za taką lekkomyślność, ona przecież leżała i cierpiała, a je jej farmazony gadałam, że niby zaraz będzie zdrowa… 

- Barby, miałaś tylko 7 lat – przerwała Patka.

- Nie przerywaj, tak miałam 7 lat, wtedy nie rozumiałam czemu zaczęła płakać, teraz już wiem, ona domyśliła się, że chodziła w moim śnie jako anioł, a nie żywa istota. Po latach to zrozumiałam. Mój sen sprawdził się kilka dni czy kilka tygodni później. 

Dziewczyny zaskoczone popatrzyły na Barby.

- Nigdy o tym nie mówiłaś.

- Nie chciałam aby ktokolwiek mówił, że przeze mnie mama płakała. A po latach nie widziałam sensu by cokolwiek mówić. Teraz jednak, same wiecie.

- Nie nakręcajcie się – wtrącił John.

- Sny się czasem sprawdzają – Barby na niego spojrzała – weź Julkę i rzeczywiście pójdźcie na cmentarz – powiedziała do Patki. 

- Tak zrobię tylko wrócimy do domu.

 

 Narrator Julka

Rano, kiedy wstałam z łóżka i zeszłam na dół, zauważyłam zebranie dziewczyn tzn. Patkę, Kathy i Barby, które na mój widok ucichły. Kathy objęła mnie i poprosiła bym usiadła, zaraz podała herbatę i mleko z płatkami, a Patka jakby chciała coś powiedzieć, tylko nie wiedziała jak. Barby za to wyszła, mówiąc coś o strojach na następny koncert. Zaczęłam pomału zajadać się cornflejksami, wtedy Patka zapytała mnie o mamę.

-        Niedługo wracamy na parę dni do Kolonii, nie chciałabyś pójść ze mną na cmentarz? - wiedziałam, że nie planowała odwiedzić swoich bliskich, bo ich tu nie pochowała. Wiedziałam, że chce bym odwiedziła mamę.

-        Bardzo chętnie- odpowiedziałam dalej wcinając płatki. Dziewczyny uśmiechnęły się do siebie. - Wiesz, że śniła mi się mama? - zwróciłam się do młodszej z sióstr.

-        Tak. Kathy mi powiedziała i uważam, że dobrze by było ją odwiedzić.

Po kilku dniach, gdy już wróciliśmy do domu, Patka zawiozła mnie na jej grób. Trochę zarósł i wszystkie znicze się wypaliły. Na szczęście przywiozłyśmy ze sobą bukiet świeżych kwiatów i lampkę. Patką ją zapaliła, a ja wsadziłam bukiet do wody. Potem usiadłam na ławeczce i przyglądałam się tablicy na której widniało imię i nazwisko mamy, data jej urodzin i, ta najstraszniejsza data, data  jej śmierci. Mimo tego, że nie żyła już od 5 lat (połowę mojego życia) pamiętam chwile spędzone z nią, a potem jej odejście, jakby to było wczoraj. Po chwili, tak bezwiednie, zaczęłam czytać na głos: „Rosa Darknes, urodzona 6 kwietnia 1963, zmarła 24 maja 1989”, a oczy szkliły mi się od łez.

-        Ty jesteś jej córką – nagle z letargu wyrwał mnie głos tuż za mną. Odwróciłam się szybko, otarłam twarz i spoglądnęłam na starszą panią.- Przestraszyłam cię? Przepraszam.

-        Nic się nie stało – wydukałam.

-        Jestem Gertruda, sąsiadka. Może pamiętasz?

Oczywiście, że pamiętałam. To ona zastępowała mi babcię, której nie poznałam, a potem, pod nieobecność mamy, opiekowała się mną.

-        Ależ oczywiście, pamiętam i koty też pamiętam – starsza pani rozłożyła ramiona i uśmiechnęła się, a ja wtuliłam się w nią i po policzkach spłynęły mi łzy.

-        Już dobrze maleńka – głaskała mnie po włosach, a ja jeszcze bardziej się do niej tuliłam. To było tak, jakbym wtulała się w dawno niewidzianą matkę. Kiedy w końcu popatrzyłyśmy na siebie pani Gertruda oznajmiła, że wyrosłam na piękną damę. Po czym dodała – zapraszam was na popołudniową filiżankę pysznej herbaty – dopiero teraz zdała się zauważyć Patricię – Proszę się zgodzić, nie często zdarza mi się pić herbatę w towarzystwie innym niż moje koty – tym razem mówiła do Patki, czym wywołała uśmiech zdezorientowanej dziewczyny – jestem Gertruda – podała rękę – była sąsiadka Julki i jej mamy. Dobra z niej była dziewczyna – starsza pani popatrzyła na grób.

-        Patricia – przedstawiła się, odwzajemniając uścisk – zajęliśmy się Julką po śmierci jej mamy.

-        Tak, słyszałam, podobno to było jej ostatnie życzenie. Cieszę się, że stworzyliście jej dom. Chodźmy już, porozmawiamy przy herbatce - podjęła decyzję, a my posłusznie dotrzymałyśmy jej kroku. - Czasem przychodzę tu na cmentarz. Do twojej mamy również. - popatrzyła na mnie - Jednak ostatnio nie za często. Zdrowie coraz bardziej mi dokucza. Stara już jestem, niedołężna, ale cóż poradzić.

-        Może moglibyśmy jakoś pomóc? - zaproponowała Patricia.

-        Nie, raczej nie. Chyba, że pomodlicie się o siłę i zdrowie dla mnie. To mi wystarczy.

-        Na pewno, ale np. przy zakupach, czy domowych porządkach też moglibyśmy pomóc – tym razem to ja zaproponowałam. Wiedziałam, że nie pojadę już z Kelly, że zostanę w domu i chętnie odwiedzałabym starszą panią.

-        No chyba, że chcecie dotrzymać mi towarzystwa, to zapraszam.

Szłyśmy tak kawałek. Potem weszłyśmy do tramwaju, który zawiózł nas niemal pod dom. Dom w którym i ja kiedyś mieszkałam. Była to stara kamienica z dużymi frontowymi drzwiami prowadzącymi na obskurną klatkę. Pani Gertruda mieszkała na dole po lewej stronie. Nasze mieszkanie znajdowało się na piętrze po prawej stronie. Od razu wszystko poznałam. Gdy weszłyśmy do mieszkania czas jakby się zatrzymał. Widziałam siebie jako małe dziecko bawiące się z kotami. Widziałam krzątającą się po kuchni starszą panią. Widziałam ten sam wystrój, te same meble, wszystko było znajome. Pani Getruda zaprosiła na do pokoju dziennego. Z dębowego kredensu wyciągnęła śliczne, delikatne filiżanki i ciasteczka na talerzyku. Do dzbanka nalała herbatę i postawiła cukierniczkę. Zaprosiła do stołu.

-        Mam nadzieję, że lubicie owocowe herbatki. Ta jest pomarańczowo-rumowa. Jedna z moich ulubionych.

-        Bardzo smaczna – pochwaliła Patricia. - Taka delikatna ale wyrazista.

Starsza pani uśmiechnęła się i wzięła łyk.

-        Lubię sobie do niej dolać łyżeczkę prawdziwego rumu, albo posłodzić miodem. Jednak nie mogę wam tego zaproponować bo nie mam w tej chwili ani rumu, ani miodu. Wczoraj wróciłam ze szpitala i nie zdążyłam jeszcze zrobić zakupów.

-        Ojej, była pani w szpitalu? - zapytałam.

-        To tylko badania. Nic poważnego. Potrzymali mnie parę dni i wypuścili.

-        Może my z Julką mogłybyśmy kupić wszystko czego pani potrzebuje? Proszę tylko powiedzieć, to dla nas żaden problem.

-        Żaden – przytaknęłam.

-        Dobre z was dziewczynki. Miałam pójść jutro z samego rana, ale skoro tak, zaraz wam przygotuję listę. Najpierw jednak powiedzcie co porabiacie, jak mieszkacie, co u was słychać?

I tak na pogaduszkach wypiłyśmy chyba ze trzy herbaty, każdą o innym smaku. Patricia opowiadała o swoim rodzeństwie, początkach po mojej przeprowadzce o medycynie, której poświęca każdą wolną chwilę, ja o mojej szkole, a pani Gertruda o życiu kamienicy, o kotach, które nie wiadomo gdzie się teraz podziały. Wspominała też czasy, kiedy jeszcze z mamą tu mieszkałyśmy. Na koniec obiecałyśmy przyjechać jutro z zakupami, a pani Gertruda cieszyła się na naszą następną wizytę. W drodze do domu powiedziałam Patce, że mama pewnie chciała abyśmy spotkały jej dawną sąsiadkę i dlatego mi się śniła.

-        Na pewno Julciu, na pewno.